Polska nie czyta

 

 

szwecja_czyta

Kilka dni temu „Dziennik Gazeta Prawna” (10.02.2016) opublikował najnowsze badania sporządzone przez Polską Izbę Książki (wrzesień 2015) na temat poziomu czytelnictwa i preferencji czytelniczych Polaków. Wyniki nie zaskakują, są rzecz jasna fatalne, większość nie czyta  w ogóle – i jest to 62,8% obywateli Polski. 11,6% to regularni czytelnicy, a 23,2% zagląda do książki okazjonalnie. Badania te pokazują również, co czytamy (romanse i kryminały – odpowiednio 42,9% i 40,9%). Wśród garstki czytających nieco ponad 20% sięga po powieści (literatura wysoka).

Kilka miesięcy temu nakładem Krytyki Politycznej ukazała się niezwykle ciekawa i na rynku polskim jedyna w swoim rodzaju publikacja pod redakcją Katarzyny Tubylewicz oraz Agaty Diduszko – Zyglewskiej pt. „Szwecja czyta, Polska czyta”. Rzecz to bowiem ważna, pouczająca i, niestety, dla nas zawstydzająca. Otóż naród szwedzki, w przeciwieństwie do polskiego, czyta, chodzi do bibliotek, kupuje nowości (dla większości Polaków to coś niesłychanego), ba, niejeden Szwed marzy o tym, by napisać książkę (u nas marzą o tym celebryci, co gorsza, oni te pragnienia realizują: piszą wręcz kompulsywnie, pouczają nas w kwestiach gotowania, ubierania się, wychowywania, sadzenia kwiatków, sprzątania, odnoszenia sukcesów – w zasadzie dziś napisanie przez kogoś książki, kto zaczął tournée po ściankach i kanapach telewizji śniadaniowych  to tylko kwestia czasu i pieniędzy).

Dzięki długiej tradycji społeczeństwa obywatelskiego, tworzeniu wyższych szkół ludowych, istnieniu od początku XIX wieku bibliotek gminnych, dofinansowywaniu przez  państwo rozmaitych projektów czytelniczych, bibliotek itp. Szwedzi są krajem egalitarnym przede wszystkim pod względem dostępu do kultury.Nakłady najpopularniejszych tytułów w Szwecji to nawet około 200 – 300 tysięcy egzemplarzy, w Polsce rzecz nie do osiągnięcia jeśli chodzi o literaturę rodzimą. W 2013 roku Polacy kupili 365 tysięcy egzemplarzy ”Nowego oblicza Greya” E.L. James, a największy sukces komercyjny wśród polskich pisarzy odniósł Andrzej Sapkowski – jego „Wiedźmin – Sezon burz” sprzedał się w ilości 214 tys. egzemplarzy, a jeden z ulubionych pisarzy Polaków Zygmunt Miłoszewski w tym samym roku sprzedał 80 tys. egzemplarzy „Bezcennego”. To prawda, że literatura gatunkowa ma się u nas znacznie lepiej, bestsellery światowe na polskim rynku również radzą sobie bardzo dobrze, lecz nadal większość polskich pisarzy wydaje tytuły w rzadko wyczerpywanym nakładzie ok. 3 tysięcy egzemplarzy.

W książe „Szwecja czyta, Polska czyta” Katarzyna Tubylewicz rozmawia między innymi ze Stefanem Ingvarssonemm – tłumaczem, Ingemarem  Fasthem – szefem sceny literackiej Kulturhusetm – na temat organizowania spotkań literackich, na które przychodzą tłumy Szwedów, Kathi Hoflin – dyrektorką sieci bibliotek sztokholmskich, Danielem Sandströmem – wydawcą. W części drugiej Agata Diduszko – Zyglewska rozmawia między innymi z Beatą Stasińską – wydawczynią (W.A.B.),  Grzegorzem Gaudenem – dyrektorem Instytutu Książki, ale i z byłą ministrą edukacji Joanną Kluzik – Rostkowską (panie szukają odpowiedzi na fundamentalne pytanie: co robić, aby dzieci więcej czytały?). Z rozmów tych wyłania się mało optymistyczny obraz Polski czytelniczej z reflektorami skierowanymi jednak na kilku maniaków i szaleńców, którzy dwoją się i troją, aby wskaźniki czytelnictwa nieco drgnęły w górę. Nie jest tak, że Szwedzi nie mają swoich problemów, mają, ale tam dyskusja toczy się bardziej wokół jakości czytelnictwa (większość Szwedów czyta literaturę popularną, tego typu szwedzkie książki są również światowymi bestsellerami), jak skłonić młodzież w wieku 13-14 lat do czytania, jak zainteresować czytelnictwem młodych chłopców na co dzień wybierających jednak boisko, nie książkę (w tym przypadku do akcji wkraczają trenerzy), czy ewentualnej ekspansji  Amazona, gdyby wszedł na rynek szwedzki. U nas największym problemem nadal jest (śladowa) ilość czytających, a każdy obywatel z (jakąkolwiek) książką w ręku jest na wagę złota.

Tradycja czytania w Polsce nigdy nie była szczególnie popularna, w wielu domach książki są po prostu nieobecne, nasi politycy nie promują czytelnictwa (głupimi łatwiej się rządzi), paradoksalnie gwiazdy w jakiś sposób przyczyniają się do popularyzacji książki, wydając kolejne kolorowe poradniki i kompendia wiedzy o podlewaniu kwiatków i wycieraniu kurzu. I mimo, że nie chciałabym, aby literatura w Polsce była elitarna, to jednak wolałabym, aby ludzie czytając w ogóle, czytali rzeczy, które nie uchybiają temu, do czego już jako homo sapiens doszliśmy.

 

szanuj swój mózg

 

 

„Szwecja czyta, Polska czyta” pod redakcją Katarzyny Tubylewicz oraz Agaty Diduszko-Zyglewskiej, Krytyka Polityczna 2015, Warszawa